Posts

Showing posts with the label chile

podróże do zeszłego lata #26

Image
jedziemy Andesmarem do Medozy. granicy Chile-Argentyna nie da się pokonać w nocy, więc na urodziwy tranzyt poświęcamy cały dzień. od płaskiego santiago w górę ciągnie się kręta jednopasmówka, osiągając szczyt przy przejściu granicznym na wysokości 4tys mnpm. zdrewniałe krzaki, kępki śniegu, od rzadka wikunie i korek samochodowy na kilka kilometrów. dokładnie nas sprawdzają w środku tej góry. a teraz witamy w Mendozie. malbeki i aconcagua, chyba nic więcej nie wiem o tym miejscu, ale czy można dwoma słowami oddać jeszcze więcej cech?  Medoza jest całą metropolią, czwartą największą w Argentynie. to cały milion mieszkańców. osią przemysłu jest wino i oliwa, a najlepsze malbeki w regionie produkuje uco valley. pewnie zapijał się nimi i brad pitt, bo w 2007 kręcono tu '7 lat w tybecie'.  idziemy na Plaza Independencia, która jest otoczona czterema mniejszymi placami. potem dalej, w stronę zieleni, urokliwą ulicą niespiesznie do parku San Martin. kawka nad ...

podróże do zeszłego lata #25

Image
Valparaiso, bohema czilijska i przechodzimy granicę do Argentyny wieczorem pojechaliśmy do Valparaiso. najtańsze przejazdy oferuje linia Condor, od 2500 peso chilijskich za osobę. godzinka i voila!  miasto jest na wzgórzu, a w mieście funkcjonuje kilka wind miejskich. miasto w ten sposób zwłaszcza w godzinach wieczornych można przekraczać, a można i pieszą i spotkać lokalną hipsteriadę.  Valparaiso, miasto założon w 1536 roku. fotograficznie odkryte i wyczerpane przez Sergio Larrain'a w latach 50-60tych.  druga największa metropolsia czilijska, zdecydowanie najgłówniejszy port i centrum edukacyjne Chile. najstarsza giełda i centrum bankowe Ameryki Południowej. pierwsza biblioteka publiczna. strategiczny punkt dla statków przekraczających cieśninę Magellana i trasę Atlantyk - Pacyfik.  małe San Francisco, jak nazywają je ludzie potrzebujący porównań, albo perła Pacyfiku.  śpimy w Casa Volante na ulicy Fischer, na Cerro Concepcion. szkoda, że wcześniej n...

podróże do zeszłego lata #24

Image
odkrywszy, ze toalety na dworcu otwierają się dopiero o 5.30 i zjadłszy najgorsze empanadas con queso sin jamon na dworcu, docieramy metrem (w niedziele otworzy się dopiero o 7) na plaza de Armas. bardziej centralnie się nie da - nic nie mamy, żadnego noclegu ani tym bardziej pojęcia, dokąd iść. pytamy przechodniów - a w zasadzie przechodnia, bo pierwszy pan prowadzi nas do hostelu, jak się okazuje, na 7 piętrze kamieniczki, która patrzy na plaza de armas. hostel jest o pięknym swietle i pięknym tarasie. poza tym są igrzyska w Rio i rzut młotem jeszcze nigdy nie wydawał się tak ciekawy.  i chyba koniec zachwytów nad Santiago - jest dużo za duże, za brudne, za głośne. przez środek przepływa rzeka Mapocho, która zdaje się pełnić rolę smietnika.  po raz pierwszy nie czuje się tu bezpiecznie, aparat prawie nie wychodzi z torby, która matka na rzeź swoje dziecko by posłała...?  robimy wycieczki w poszukiwaniu biletów na Kubę - topnieją wymagania z tanich na jakichkolw...